
W 1938 roku
Yasunari Kawabata, młody wówczas pisarz i dziennikarz, został oddelegowany przez redakcję swojej gazety do napisania sprawozdania z pożegnalnej partii
go, którą mistrz Honinbo Shusai kończył swoją karierę. W 1954 roku autor sfabularyzował swoją relację pisaną w odcinkach i tak powstała powieść
"Meijin - mistrz go".
Zabierając się za czytanie tej książki nie miałam bladego pojęcia o zasadach
go, (co nie zmieniło się też po jej przeczytaniu *^v^*), jednak nie umniejszyło mi to przyjemności rozkoszowania się tą lekturą, ponieważ Kawabata jest mistrzem pióra, i mistrzem w pokazywaniu relacji międzyludzkich.
Głównymi bohaterami są dwaj gracze: stary mistrz Shusai i pretendent do tego tytułu, trzydziestoletni Otake, a narratorem dziennikarz spisujący relacje z poszczególnych partii. Na kilka miesięcy stajemy się obserwatorami gry i członkami całej grupy bohaterów, którzy towarzyszą temu wydarzeniu - sędziów, doradców, rodzin obu graczy. Gra w
go nie jest może jedną z najbardziej dynamicznych dyscyplin (zastanawianie się nad jednym ruchem zajmuje Otake nawet do trzech godzin!), ale myliłby się ten, kto zakładałby, że jest to gra nudna, a już na pewno nie sportretowana ręką Kawabaty.
Zaskoczył mnie ciężar emocji, jakie były wyzwalane, kiedy gracze zasiadali do planszy. Emocji gwałtownych, ale jednocześnie bardzo po japońsku schowanych głęboko w graczach, a pokazanych czytelnikowi za pomocą innych środków stylistycznych niż opis bezpośredni - poprzez odczucia innych bohaterów, poprzez gesty, dźwięki, zmiany w otoczeniu. Na pełen obraz książki składają się nie tylko dwie postaci głównych bohaterów, ale również wszyscy dookoła nich, miejsca, w których toczy się gra, odwołania do historii Japonii i historii
go. Każdy z tych elementów jest niezbędny w tej ksiażce i mistrzowsko przez Kawabatę dopasowany.