Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 sierpnia 2013

Kłamstwo na kłamstwie

Miałam nadzieję na kolejną Marininę. Niestety, mocno się oszukałam.

To tak, jakby licealistka z trójami z polskiego (w tym wypadku z rosyjskiego), która naczytała się Chmielewskiej, postanowiła, że sama też potrafi napisać humorystyczny kryminał. Nie potrafi. Wyszło żałośnie. 
NIE polecam.

czwartek, 18 marca 2010

Przejażdżka po Rosji

W Rosji byłam tylko raz w życiu, w latach 80-tych z wycieczką szkolną. Moje ówczesne wspomnienia pokrywają się częściowo (jako licealistka nie miałam aż takich kontaktów z rosyjską rzeczywistością i jej absurdami, ale i tak się naoglądałam i nasłyszałam...) z doświadczeniami bohatera książki Andrzeja Wróblewskiego "Przejażdżka po Rosji", Marka. Co śmieszniejsze (a może smutniejsze), podobne przeżycia stały się udziałem moich znajomych, którzy Rosję odwiedzali dwa lata temu...

To książka przerażająca. Tym bardziej, że jest bogato ilustrowana zdjęciami przedstawiającymi piękno rosyjskiej architektury i dzikiej natury, bo kontrast jest większy. Przerażenie wywołał u mnie fakt, że na każdym kroku, w każdej instytucji, czy to w ministerstwie, czy na lotnisku, czy na dworcu kolejowym, czy w hotelu, dosłownie każdy wyciąga łapę po łapówkę. Jakikolwiek funkcjonariusz, milicjant, celnik, urzędnik państwowy, sekretarka, każdy z nich za wszelką cenę szuka okazji do wyłudzenia pieniędzy. Żadnej sprawy nie można załatwić po prostu - trzeba się nachodzić, nakłaniać, nanadskakiwać, naznosić prezentów, nachwalić koneksjami, czasami nastraszyć, to nawet nie jest kwestia ogromnej biurokracji, to problem układów, łapówek i dorabiania sobie na boku w każdej możliwej sytuacji. Jest nawet taki fragment, który tłumaczy zachłanność urzędników - skoro taksówkarz może liczyć po 100 rubli na kilometr zamiast 50, a sklepikarz może podnosić ceny towarów według własnego uznania, to urzędnik państwowy ma pełne prawo, żeby sobie dorabiać do pensji poprzez wymuszanie łapówek, to dla Rosjan wydaje się być oczywiste.
Absurdalny kraj, a książka bardzo ciekawie napisana, połyka się ją w jedno popołudnie, przy szklance herbaty z samowara i talerzyku kofitur albo nad miseczką pełną astrachańskiego kawioru. *^v^*

środa, 1 lipca 2009

W krainie purpurowych obłoków

Zaczynam moje Kolorowe Czytanie mocnym klasycznym akcentem, mianowicie debiutem braci Strugackich z 1959 roku "W krainie purpurowych obłoków".

Nie jest to zresztą moje pierwsze spotkanie z tą lekturą, bo prawie wszystkie książki Strugackich mam na półce pod ręką i od lat powtarzam sobie przyjemność obcowania z ich pisarstwem zawsze, kiedykolwiek mam ochotę na porządne rasowe science-fiction w mistrzowskim wydaniu.
Powieść ta opowiada o przygotowaniach i samej wyprawie na Wenus, nieprzyjazną człowiekowi ale tajemniczą i pełną bogactw naturalnych planetę, która może się stać zapleczem dla rozwoju ludzkości, jeśli zostanie zbadana i w pewnym stopniu okiełznana. W trakcie wyprawy okazuje się, że sukces przedsięwzięcia zależy po równo od nowoczesnego sprzętu do eksploracji kosmosu, jak i, a może przede wszystkim, od wiedzy i fachowego przygotowania czynnika ludzkiego. Nie zdradzę, czy wyprawa zakończyła się sukcesem, ale książka od pierwszych stron intryguje i trzyma w napięciu, a dodatkowo autorzy potrafili stworzyć atmosferę autentyczności, skupiając się zarówno na opisie wydarzeń, jak i na przeżyciach bohaterów, z których każdy ma swoje bardzo ludzkie powody zaangażowania się w wyprawę na Wenus.

Zarzuca się Strugackim, że ich książki są propagandowymi peanami na cześć ustroju komunistycznego. To prawda, ale wynika to z tego, że autorzy wierzyli w słuszność tego ustroju, w jego teoretyczne założenia, i takie światy tworzyli w swoich książkach. Bohaterowie należą do partii, zwracają się do siebie per "towarzyszu", a cała wyprawa na Wenus ma na celu zdobycie dostępu do surowców naturalnych dla dobra całej ludzkości, nie wyłącznie narodu rosyjskiego. Zresztą Rosjanie nie są tu pokazani jako pionierzy lotów kosmicznych, wiele innych państw prowadzi badania kosmosu i zachodzi między nimi rozbudowana współpraca. Moim zdaniem taka propaganda nie jest bardzo różna od współczesnej propagandy amerykańskiej, która w co drugim filmie SF pokazuje, jak to dzielni Amerykanie (czasami z towarzyszeniem jednego Azjaty i jednego Kowalskiego) ratują całą Ziemię i jedyny słuszny ustrój demokratyczny przed inwazją z kosmosu... ~^^~ Obydwie Utopie są na równi utopijne, a mnie ta propaganda bynajmniej nie przeszkadza w odbiorze twórczości Strugackich, którą postrzegam jako dawkę porządnej warsztatowo literatury, która przemawia do moich zainteresowań literackich.

czwartek, 4 czerwca 2009

Znowu kryminały

Znowu połknęłam dwa kryminały, bo w zamieszaniu przeprowadzkowym nie miałam głowy do żadnych innych lektur, a te dwie czytało się gładko i przyjemnie.

"Piąta kobieta" Mankella to jeden z takich kryminałów, w których czytelnik jest rozerwany między kibicowaniem wymiarowi sprawiedliwości w odnalezieniu sprawcy brutalnych morderstw, a... kibicowniem sprawcy. No tak. Bo tym razem morderca zabija, bo ma bardzo łatwy do usprawiedliwienia powód (o ile w ogóle można usprawiedliwić jakiekolwiek odbieranie życia człowiekowi...).
Nie będę psuła Wam przyjemności zapoznania się z tą historią, napiszę tylko, że książka kończy się tak, jak przewidywałam jej zakończenie. A wszystko to dzieje się na tle prywatnych wydarzeń z życia komisarza Wallandera (a u niego zawsze dużo się dzieje ^^), oraz przemian społecznych w Szwecji lat 90-tych, kiedy Szwecja się zmienia, na gorsze wedle zdania bohaterów książek Mankell'a. Polecam!


"Złowroga pętla" Marininy znowu przenosi nas do Moskwy. Nie wiem dlaczego, ale kiedy czytam kryminały zachodnioeuropejskich albo amerykańskich autorów, odbieram je niczym przez szybę, trochę jak film kryminalny, od którego odcinam się wyłączając telewizor. Jednak kiedy czytam kryminały Marininy, czuję niepokój, a fikcyjne przecież losy bohaterów zostają we mnie na dłużej. Moskwa według Marininy ( i nie mam powodów, żeby jej nie wierzyć) jest miastem bogactwa i biedoty, pełnym skorumpowanych urzędników państwowych na wszystkich szczeblach i bezradnych funkcjonariuszy milicji, często z rękami związanymi przez powiązania polityczne lub związki z mafią. Na szczęście komisariat na Pietrowce, gdzie urzęduje Anastazja Kamieńska, nie poddaje się wpływom i naciskom, a sama Kamieńska jest jak zwykle błyskotliwym analitykiem i rozkłada przestępców na łopatki. Niestety, nie bez ofiar, często w ludziach jest bliskich, i może to czyni ten cykl kryminalny nieco bardziej realistyczny.

czwartek, 9 kwietnia 2009

Duch słowiański

"Duch słowiański" to esej - podróż wewnętrzna po Rosji od czasów Ruryka po rewolucję 1917 roku. Analiza duchowości pewnego narodu, który dzięki wielkim dziełom twórców filozofii, literatury i muzyki przetrwał najgorsze okresy w swojej historii. Przewodnikiem narratora i głównym bohaterem książki jest wybitny pisarz, filozof, publicysta rosyjski Wasilij Rozanow.
Tyle dowiadujemy się z okładki. A co o tej książce sądzi taki zwykły szary czytelnik jak ja? Muszę przyznać, że się zawiodłam, z kilku powodów. Po pierwsze, liczyłam na bardziej osobisty wkład autora, bo lubię, kiedy dany kraj, jego ludzi i kulturę poznaję przez pryzmat czyichś przeżyć, spostrzeżeń, odczuć. Czego można się spodziewać po książce, która zaczyna się tak:
Wyruszam w podróż o świcie. Lubię jesienne poranki. W kroplach deszczu odbija się niezbyt zielona już trawa. Ptaki tulą się do siebie, jakby chciały pożegnać samotność. (...) Wyruszam do Siergijewa, by rozmyślać o wierze, ale i zobaczyć stare cerkwie. Ich mury i lśniące w słońcu kolorowe kopuły. Chciałbym westchnąć do Boga w oparze kadzideł i dymów świec, palących się w ciemnyc pomieszczeniach i rozsyłających światło w różnych kierunkach. Chciałbym dotknąć kamienia, na którym 100 lat temu siedział zamyślony Wasilij Rozanow, myśliciel dla Rosji tak ważny jak Lew Szestow czy Mikołaj Bierdiajew. Ale nie tak ważny jak Dostojewski. (...)
Natomiast pan Kozyra jest z wykształcenia polonistą i widać to na każdej stronie, w każdym akapicie, kiedy żongluje cytatami i nazwiskami filozofów i literatów, głównie rosyjskich, ale nie tylko. Ma też duże zacięcie teoretyka literatury, więc wysuwa różne teorie i podpiera je autorytetami albo szybko obala, i mimo, że książka ma podobno układ liniowy od czasów Ruryka do początku XX wieku, przeskakuje po epokach, miesza przytaczanych pisarzy z różnych czasów i generalnie robi duży bałagan osobowo-zdarzeniowy, który mi się po prostu nie podobał i utrudniał mi odbiór treści, ale prawdopodobnie jest czytelny dla innych teoretyków literatury.

Po drugie, z pierwszym okresem w historii państwowości rosyjskiej autor szybciutko uwija się w pierwszym krótkim rozdziale, (a przecież zawarł w nim 500 lat istnienia tego kraju), a drugi rozdział (na czternaście) zaczyna już w roku 1547, wraz z rządami Iwana Groźnego. Mógł sobie darować te kilka stron, skoro tak naprawdę i tak chciał się skupić na czasach późniejszych.

Po trzecie, mimo deklarowanej przez autora wielkiej miłości do Rosji, odniosłam wrażenie, że nie jest wobec niej obiektywny i za wszelką cenę chce udowodnić postawioną najsamprzód przez siebie tezę - że historia Rosji to wyłącznie historia despotycznych władców i uciemiężonego ludu - chłopów oraz filozofów i literatów. Wydaje mi się, że jest to zbyt powierzchowne podejście do tematu.

wtorek, 31 marca 2009

Trzy w jednym

Dzisiaj trzy recenzje kryminałów, bo widzę, że mam zaległości w pisaniu. *^v^*

Aleksandra Marinina "Ukradziony sen"

Nadal pozostaję w przekonaniu, że jak dotąd najlepsza była pierwsza część cyklu o Anastazji Kamieńskiej. "Ukradziony sen" dość długo się rozpędza, rozgrzewa, chociaż w połowie książki rzeczywiście wciąga zawikłaną intrygą i już nie można tej książki odłożyć na półkę bez "no, jeszcze tylko jeden rozdział..." . ^^
Tym razem Kamieńska prowadzi bardzo brzydką politycznie uwikłaną sprawę, i jest pozostawiona prawie sama sobie, ponieważ w strukturach milicji działa wtyka mafii, więc podejrzany jest każdy jej kolega, a jedynymi osobami poza podejrzeniem jest ona sama, jej przełożony Pączek Gordiejew i współpracownik opiekun genialnego psa milicyjnego, który Nastii uratował życie w pierwszej części cyklu kryminałów. Polecam!


Jo Nesbo "Trzeci klucz"

"Trzeci klucz" to środkowa część trylogii z Oslo z komisarzem Harry'm Hole'm w roli głównej. Harry bardzo przypomina Mankellowskiego Wallandera - nałogowy palacz i alkoholik, z partnerką z jednego z krajów postsowieckich, sfrustrowany i zmęczony praca w policji a jednocześnie błyskotliwy umysł śledczy. W rozwiązaniu zagadki napadów na bank ze skutkiem śmiertelnym pomaga mu genialna młoda analityczka z pamięcią do twarzy. Równolegle Hole prowadzi prywatne śledztwo dotyczące rzekomego samobójstwa jego kochanki Anny.
Nie byłam tą książką aż tak zachwycona, jak pierwszym spotkaniem z komisarzem Wallanderem, ale prawdopodobnie nie powinnam jej w ogóle porównywać z prozą Mankella, bo inny autor pisze w odmienny sposób (i dobrze). "Trzeci klucz" czyta się gładko, intryga kryminalna jest ciekawa i dobrze poprowadzona, postaci nie są papierowe, czegóż więcej chcieć? ^^

Henning Mankell "O krok"

Spodziewałam się kolejnej dobrej powieści kryminalnej i oczywiście nie zawiodłam się, włączając w to trzymającą w niesamowitym napięciu końcówkę, podczas której razem z bohaterami odliczamy mijające godziny i minuty, i czekamy, co się wydarzy! ^^
Tym razem morderca jest wyjątkowo brutalny i nieludzki, a motywy, jakie nim kierują normalnemu człowiekowi nie mieszczą się w głowie. Wallander jak zwykle błyskotliwy, oraz jak zwykle - w którymś momencie książki puszcza się w szaleńczą pogoń za przestępcą, uwieńczoną sukcesem. *^v^*
W zeszłą niedzielę natomiast widziałam w telewizji film "Joker" z Wallanderem w roli głównej i muszę przyznać, że mnie znudził... Intryga jakaś niedopracowana (albo źle pokazana), komisarza inaczej sobie wyobrażałam, nie mówiąc już o tym, że w ogóle mało go było w tym filmie, raczej pojawiał się i nadzorował śledztwo zza biurka swego gabinetu niż je rzeczywiście prowadził. Stanowczo wolę czytać książki z jego udziałem! *^v^*

wtorek, 10 marca 2009

Kolacja z zabójcą

Tym razem, wybierając z półki bibliotecznej na chybił trafił kolejny kryminał Marininy, trafiłam na pierwszą powieść z udziałem Anastazji Kamieńskiej. I to był strzał w dziesiątkę! *^v^*

"Kolacja z zabójcą" jest świetna pod każdym względem: pokazuje rzeczywistość współczesnej Rosji, zapoznaje czytelnika z realiami pracy rosyjskiej milicji, w mistrzowski sposób przedstawia intrygę kryminalną, która wciąga i zachęca do wspólnego z milicją zrozumienia wydarzeń, wreszcie - pokazuje sposób działania genialnego analitycznego umysłu młodej milicjantki Kamieńskiej, która wyciąga wnioski i znajduje rozwiązania w taki sposób, że czytelnikowi wyrywa się z piersi "Ależ tak! To oczywiste!..." mimo, że jemu samemu to nigdy nie przyszłoby do głowy. *^v^*

Książki Marininy to intelektualna uczta dla każdego wielbiciela kryminałów.

piątek, 20 lutego 2009

Śmierć i trochę miłości

Anastazja Kamieńska to rasowy milicyjny pies gończy. Na dzień przed własnym ślubem siedzi w pracy do 21:00, w drodze do domu przypadkiem udaje jej się zdobyć nowe fakty w zamkniętej już sprawie o gwałt, a następnego dnia w minutę po zawarciu związku małżeńskiego zaczyna rozwiązywać zagadkę morderstwa panny młodej w Urzędzie Stanu Cywilnego. Oficjalnie jest na urlopie, jednak nawet na chwilę nie potrafi "odwiesić munduru do szafy" i zamienić się w zakochaną młodą żonkę, tak więc wspomaga swoich kolegów jak może, prowadząc działania operacyjne z domu, aż do spektakularnego rozwiązania zagadki. *^v^*

Marinina pisze umiejętnie, już na samym początku zręcznie udało jej się skutecznie i na długo zmylić mnie co do osoby głównego podejrzanego *^v^* (ale nie napiszę, co mam na myśli, żeby nie psuć Wam lektury), a w trakcie ksiażki chwilami wydaje nam się, że intryga została utkana w zbyt prosty sposób, że tak się nie pisze kryminału, żeby czytelnik wiedział wcześniej od policjanta, kto zabił, a za moment okazuje się, że czytelnik guzik wie, bo skuszony łatwymi rozwiązaniami za szybko wyciągnął niewłaściwe wnioski, a okoliczności zbrodni i ich potencjalni uczestnicy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Postać inteligentnej, energicznej Kamieńskiej, ze zmysłem do zauważania szczegółów, której umiejętności wywiadowcze zasilane są morzem kawy i papierosów, jest wisienką na tym kryminalnym torcie. ^^

Kiedyś zaczytywałam się w kryminałach stojących w biblioteczce moich dziadków, była Agatha Christie i Joe Alex, szczególnie pamiętam też ksiażkę Noel'a Random'a "Dwie rurki z kremem", znałam ją na pamięć. Teraz przyszedł czas na Mankell'a i Marininę, podrzućcie mi innych dobrych współczesnych pisarzy, którzy tworzą dobre kryminały. ^^

Na koniec taki nieco gorzki cytat, który mógłby się spokojnie odnosić również do polskiej aktualnej rzeczywistości (kiedy Nastia rozmyśla nad tym, jak bardzo jej matka, mieszkająca w Szwecji, oderwała się od rosyjskich realiów):
Boże drogi, mamo, nie potrafisz sobie nawet wyobrazić, jak my tutaj żyjemy. (...) No bo jeżeli mnie nie odpowiada to, co pokazuje telewizja, a jednak ten chłam idzie na wszystkich kanałach, widocznie większości się podoba. Wygląda na to, że większość w naszym kraju stanowią ludzie, którym się podoba ten kudłaty idiota i jego trywialne dowcipy, niekończące się teledyski prymitywnych piosenkarzy w bransoletach i kolczykach, reklamy, od których robi się niedobrze. Tacy teraz jesteśmy, mamo, pełni gniewu, rozdrażnieni i bezmyślni, (...)