Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztokholm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztokholm. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 października 2009

Studio Sex

Lubię, kiedy książka mnie zaskoczy. Ta zaskoczyła mnie bardzo, i to dwa razy.
Po raz pierwszy, kiedy w 3/4 objętości okazało się, że ta całkiem zgrabnie napisana ale wciąż jedna z tysięcy podobnych historia kryminalna zaczyna bardzo ładnie składać się w spójną całość, bez zbędnych wątków-zapychaczy kartek, bo każdy z wątków okazał się ważny.
Po drugie, kiedy prawie pod sam koniec okazało się, że nie wszystko jest tym, co nam się wydaje, że jest. I nie mogę napisać nic więcej, bo zepsuję Wam lekturę, a przeczytać tę książkę warto! *^v^*

"Studio Sex" Lizy Marklund to pierwszy tom z kryminalnego cyklu, którego główną bohaterką jest Annika, młoda stażystka a potem dziennikarka popołudniówki, która niestrudzenie rozwiązuje zagadki morderstw, popełnionych w Sztokholmie. Ciekawą stroną tej książki jest właśnie zabieg pokazania śledztwa prowadzonego przez dziennikarkę, a nie policjanta czy detektywa, czyli tak jakby od drugiej strony barykady.
Dodatkowo poznajemy mechanizmy działania biura prasowego, sposoby i okiliczności pozyskiwania faktów (czasami całkiem przypadkowe i zależące od bycia w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie), siłę informacji i dezinformacji mass mediów (którą nasza bohaterka poznaje na własnej skórze...).
Polecam.

środa, 30 lipca 2008

Sztokholm - Zima w Sztokholmie

Oj, powiało mi tą zimą w środku lata, powiało. Ale nie tylko ze względu na miejsce akcji książki "Zima w Sztokholmie" Agnety Pleijel.

To książka smutna, zimna, i byłaby taka nawet, gdyby jej akcja toczyła się w tropikach. Dzieje się tak z dwóch powodów.

Po pierwsze, autorka pisze w charakterystyczny typowo skandynawski sposób - zdawkowy, oszczędny, krótkie urywane zdania. Cała narracja jest prowadzona tak, jakby czytelnik przerzucał kolejne slajdy z rzutnika, zatrzymując się przy każdym na chwilę, i już przeskakując do następnego. Nie ma opisów, nie widzimy szczegółów. Miasto też pokazane jest w kilku słowach, w migawkach.
W taki sposób spotykamy się z tym miastem po raz pierwszy:
Sztokholm w listopadzie:
miasto arktyczne, pod żaglem, szarobure niebo, domy odwrócone do góry nogami, powoli zanurzające się w wodzie. Krótka, gorączkowa purpura w szczelinie między ciemnością ziemi i nieba. Blade światła neonu za oknami autobusu, patetyczne wykrzykniki. W listopadzie Sztokholm jest nie do opisania, żałobna wędrówka ku zimie.
Autorka niezbyt wylewnie zapoznaje nas ze Sztokholmem - czasami wtrąca zdanie lub dwa.
Pod skrzydłem samolotu zobaczyłam swoje rodzinne miasto, jak żyrandol mieniace się w ciemności. Opasane sznurem pereł, skrzącą się urodą autostrad.

Źródło: Wikipedia
Woda w Strommen czarna jak atrament. Obok gmachu opery natarczywe kaczki pływały tam i z powrotem wśród ogłuszającego kwakania. Było zimno.
Czekali na windę po spacerze wzdłuż Skeppsbron, gdzie zgiełkliwy ruch ulicy uniemożliwiał rozmowę. Jaskrawe cytrynowożółte smugi światła wciąż widoczne były nad Lidingo. patrzyli jak gasną. Z mostu widzieli mieniacą się wodę miasta.
Zima Ringvagen staje się wietrzną trasa przelotową, przez nikogo nie lubianą.
Źródło: Stephen Carson
Cienkie pasemka śniegu, białe i przezroczyste, niespokojnie przecinały ulicę, wzbijając się w górę. W oddali, za bezlistnymi drzewami parku, widac było szare budynki Hornsgatan, jeszcze dalej prostą wieżę kościoła Hogalid, w a kierunku północno-zachodnim, na tle nieba - sylwetkę ratusza.
Zatoka Arstaviken pokryła wodę cienką warstwa lodu, mieniaca się błękitem. Nadbrzeżna trzcina zastygła w lodzie. Środkiem zatoki przebiegał tor wodny.
Ale jest też drugi powód, dla którego ta książka mrozi i wyziębia - opowiada ona o relacjach damsko męskich, o stosunkach między rodzicami i dziećmi, o toksycznych rodzicach, o toksycznych związkach, o potrzebie posiadania dzieci z ukochanym mężczyzną, który ich nie chce, a jednocześnie robi dziecko swojej kochance, o niedorastaniu do oczekiwań neurotycznej matki, o zakłamanych pozornie szczęśliwych rodzinach, o życiu w ciągłym poczuciu winy w stosunku do każdego, a najbardziej do samej siebie.
Nie ma w tej książce ani jednego normalnego szczęśliwego związku...
Na plaży poniżej widzieli inna parę. Mężczyzna leżał na plecach; podpierając sie na łokciach, skierował wzrok w dal. Kobieta przykucnęła obok niego. Przy stopach zebrała niewielki stos kamieni. Spojrzawsze na mężczyznę, wrzuciła kamień do wody. Wzrok mężczyzny powędrował w kierunku amerykańskiego kontynentu. Kobieta, zerkając w jego stronę, ponownie wrzuciła kamień do wody. Żadnej reakcji w sztywnym karku mężczyzny. kobieta siedziała przez chwile bez ruchu, ze spuszczonymi ramionami, po czym wybrała nowy kamień, większy tym razem i spojrzawszy na mężczyznę spod grzywki, wrzuciła kamień do morza. Chlupnął i bryzgnął wodą. Mężczyzna w prowokacyjny niemal sposób nie zwracał na nią uwagi. Co się działo? Prowadzili swojego rodzaju rozmowę. Tak rozmawiają mężczyźni i kobiety, pomyślała, obserwując ich.

Wymroziła mnie i wymęczyła ta książka. Prawdopodobnie taki jest jej cel i została bardzo dobrze skonstruowana. Trudno mi się z niej otrząsnąć.