
Mam tylko jedną uwagę po przeczytaniu siódmego kryminału Mankella - chwilami mam wrażenie, że autor pisze książki - a w nich konstruuje wymyślne fabuły, ciekawych bohaterów, barwne tła wydarzeń - tylko po to, żeby w nich ponarzekać, jak bardzo Szwecja zmieniła się za jego życia, jakim niebezpiecznym krajem się stała, pełnym przestępców imigrantów, brutalnych psychopatycznych morderców, nieczułych nastolatków, itp, itd. Biorąc pod uwagę, że powieści te powstawały w latach 90-tych XX wieku, teraz to normalnie strach pojechać do Szwecji na wakacje! *^v^*
(No, ja się nie boję i zawsze chętnie tam jeżdżę, szczególnie do Skanii! ~^^~)
Eeee to on jeszcze nie był chyba w Polsce. W Szwecji spodobało mi się to, że tam nie ma zupełnie bezpańskich psów. Czułam się naprawdę bezpiecznie.:)
OdpowiedzUsuńMnie się również podobała czytałam ją całkiem niedawno na początku grudnia.
OdpowiedzUsuńA mi to Mankellowe "narzekanie" podoba się najbardziej - dzięki temu poznajemy trochę inną Szwecję od tej "cukierkowej" rodem z TV
OdpowiedzUsuńPrzypadkiem właśnie dziś zakończyłam czytanie tej właśnie książki. Sama nie cierpię narzekających ludzi, bo zwykle nie potrafią mówić inaczej.
OdpowiedzUsuńGłówny bohater nie tylko narzeka na szwedzką rzeczywistość, on również działa i myśli:)